You are currently viewing Myślisz o planie B? Policz kapitał kariery

Myślisz o planie B? Policz kapitał kariery

Pandemia i recesja zamieszały w biznesach. Zwolnienia szykują się także w administracji. Zadajesz sobie pytanie, czy uruchamiać plan B? Ja się biłem z myślami przez dwa miesiące. Nieoczekiwanie pomógł mi Cal Newport i jego książka. Ale od początku.

Reguły gry się zmieniają

Dla mnie zaczęło się 10 marca. Telefon w pociągu do Krakowa. Klient odwołuje szkolenie. Telefony do hotelu (odwołanie), do żony (bilety), zasięg się co chwilę urywa, nerwówka. (Czy oni nie mogą w końcu zapewnić pokrycia sieci na CMK?)

W Krakowie na dworcu burza myśli. Szkolenia stacjonarne na jakiś czas padną. Ile to potrwa? 2 tygodnie? (Wielu było optymistami…) To nie problem. Miesiąc? Dam radę. A jeśli dłużej?

Po tygodniu już wiadomo, że świat wokół zmienia się na miesiące, a może lata. Praca z domu? Żadna nowość, pracuję tak już od 3 lat. Zdalne nauczanie dzieci? Na początku chaos, potem sobie jakoś radzimy. Przeniesienie usług do sieci? Dłubię w tym od roku. Kryzys jest w końcu szansą, aby posunąć ten projekt energicznie do przodu.

A co dalej z profilem zawodowym? I tu jest zagwozdka. Myśli krążą. Plan A czy plan B? Pytanie za milion dolarów – jaki będzie w recesji popyt na moje usługi: antykorupcję, compliance i etykę? Czy firmy nie skoncentrują się na krótkoterminowym przeżyciu? Może się więc przebranżowić? Pomysłów biznesowych możliwych do wdrożenia w pracy zdalnej mi nie brakuje. A jeden nawet umożliwia szybkie cięcie kosztów u klienta.

Ale doba ma tylko 24 godziny. Z których trzeba jeszcze coś dodatkowo wyjąć na nauczanie domowe. Który plan wybrać? Robić to co ostatnio, tylko online? Czy walidować nowe pomysły? A może zupełnie się przebranżowić?

Nie idź za swoją pasją

Z nieoczekiwaną pomocą przychodzi mi książka „So Good They Can’t Ignore You”. To mój prezent urodzinowy. W tym roku zastosowałem pewien patent na nieudane prezenty. Po prostu zrobiłem listę książek, które chcę dostać. Ba, nawet znalazłem na Amazonie promocyjny pakiet, do którego link przekazałem zaproszonym gościom: „te książki sprawią mi przyjemność”. „So Good…” był w pakiecie z dwoma innymi książkami Cala Newporta, na których mi zależało. Więc trochę dostałem go przez przypadek. No, dobra oferta po prostu była.

Ten amerykański bestseler to fascynująca rozprawa o tym jak znaleźć pracę, którą będziesz kochał. Oparta na badaniu karier tych, którym się udało i tych, którzy skończyli na zasiłku i kuponach żywnościowych.

Rozprawa – to zresztą dobre określenie, bo Newport rozprawia się na początek z kilkoma szkodliwymi mitami. Na przykład tym, że „trzeba iść za wewnętrznym głosem swojego powołania”. Mówił o tym Steve Jobs i setki poradników na rynku. Tymczasem, gdyby Steve Jobs szedł za tym głosem to zostałby mistrzem Zen. Jobs założył Apple’a nie dlatego, że o tym marzył od dzieciństwa, ale ponieważ dostał zamówienie na 50 kompletnych komputerów, gdy chciał sprzedać 50 płyt głównych.

Inny mit mówi, że „trzeba mieć odwagę, aby zostawić starą pracę i podjąć nowe wyzwanie”. Newport pokazuje na przykładach, że za dużo odwagi na zbyt wczesnym etapie kariery może skończyć się kompletną klapą.

Plan B – dwa przypadki

I tu dochodzimy do planu B. Autor omawia go trochę marginalnie, ale podaje szalenie ciekawe przykłady managerów, którym obrzydła praca w korporacji i zapragnęli większej swobody.

Lisa Feuer porzuciła korporacyjną karierę dyrektora reklamy i marketingu, skończyła 200 godzinny kurs jogi i założyła szkółki ćwiczeń dla małych dzieci i kobiet w ciąży. Biznes szedł dobrze, aż do kryzysu 2008 roku. Większość klientów odpłynęła, oszczędzając na wydatkach, które nie są niezbędne. Przychody dramatycznie spadły. Kryzys przetrwały tylko szkoły jogi o ustalonej renomie. Lisa była zmuszona skorzystać ze wsparcia pomocy społecznej. 

Z kolei Joe Duffy pracował w agencji reklamowej. Marzył, aby skoncentrować się na pracy kreatywnej, czego korporacja mu nie zapewniała. Przez chwilę rozważał, czy nie wrócić do malarstwa, które wcześniej było jego pasją, choć bez komercyjnych sukcesów. To z malarstwa przeszedł do grafiki i w agencji wyspecjalizował się w projektowaniu logotypów. Gdy stawał się coraz bardziej uznanym projektantem z portfolio logotypów światowych marek, przeszedł do innej agencji, która zapewniła mu większą autonomię pracy. A po latach stworzył własną 15 osobową firmę specjalizującą się w obsłudze marek globalnych.

Gdy Lisa Feuer ustawiała się po talony na bezpłatne obiady, Joe Duffy kupił sobie dom wypoczynkowy ze stokiem, na którym od listopada do marca może oddawać się swojej innej pasji – narciarstwu.

Co różni te dwa przypadki? Newport zauważa, że czynnikiem sukcesu zawodowego jest kapitał kariery, który gromadzimy rozwijając się przez lata. (Przytacza też znaną regułę 10 000 godzin). Joe Duffy przechodząc do innej firmy, a na końcu zakładając własną, opierał się na kapitale w dziedzinie projektowania reklamowego, który ciągle rozwijał. Gdy założył własną firmę nie musiał podkupywać klientów, sami go znaleźli. Nie wrócił do malarstwa, gdzie jego kapitał kariery był minimalny.

Lisa Feuer odchodząc z korporacji weszła na zupełnie nową ścieżkę rozwoju. Jej kapitał kariery to 200 godzin kursu instruktora jogi. Gdy nadszedł kryzys „nie była wystarczająco dobra, aby nie można było jej zignorować”, o czym mówi tytuł tej świetnej książki. (Jest dostępna i w polskim tłumaczeniu)

Liczmy kapitał kariery

Zacząłem się zastanawiać, jaki kapitał kariery zgromadziłem w poszczególnych dziedzinach. Trochę się tego zebrało, bo czasami zmieniałem zajęcie „idąc za głosem serca”, czasami z przymusu ekonomicznego, a trzy razy dziękowano mi za dalszą współpracę, ponieważ okazywałem się …zbyt efektywny lub dociekliwy. (Zresztą, w pewnym sensie kolejny plan B realizuję już od trzech lat).

Zacząłem liczyć lata praktyki, ale stosując metodę Newporta. Zauważa on, bardzo słusznie, że kapitał kariery gromadzimy nie tyle przez samo zajmowanie się czymś, ale przez rozwijanie swoich umiejętności. Nazywa to „deliberate practice”, praktyką ukierunkowaną na rozwój (nie wiem, jak to przetłumaczył dokładnie tłumacz w polskim wydaniu).

No dobra, liczę. Robię sobie tabelkę. Następnie sortuję umiejętności od największego doświadczenia. Otrzymuję coś takiego.

Antykorupcja, zapobieganie korupcji – 22 lata. (To już tyle? Sam się dziwię).

Etyka jako aspekt funkcjonowania organizacji – 12 lat.

Poradniki – 10 lat.

Artykuły – 9 lat.

Zarządzanie zmianą, zarządzanie ryzykiem – 4 lata.

Kontrola – 4 lata.

Compliance – 3 lata (ale to w ogóle nowa dziedzina).

Sprzedaż internetowa – 3 lata (siedziałem w tym 10 lat, ale jako „deliberate practice” mogę zakwalifikować 3).

Prasa – 2 lata. 

Jest jeszcze kilka innych umiejętności, w niektórych zgromadziłem powyżej 10 000 godzin rozwoju – ale wiem, że już nie chcę do nich wracać.

No i teraz proces burzy w mózgu wygląda zupełnie inaczej. Zamiast bić się z myślami można oceniać konkretne liczby. Niekwestionowanym liderem jest prewencja antykorupcyjna. Nie ma więc co z niej pochopnie rezygnować. Zwłaszcza, że ryzyka korupcyjne rosną, więc i popyt na bezpieczeństwo antykorupcyjne się ożywi po pierwszych ofiarach. Trzeba tylko wzmocnić ofertę online, a internetu się nie boję.

Podobnie etyka. Ostatnia burza maseczkowa zaczęła się przecież od postrzeganego konfliktu interesów. Zawsze powtarzałem na szkoleniach, że jest bardziej zabójczy dla kariery niż twarda korupcja, bo bardzo kłuje w oczy.

Kilka innych tematów pozostaje w rezerwie. Jak będzie czas, to je zwaliduję. (Tego słowa nauczyłem się kilka dni temu webinarze). O walidacji pomysłów biznesowych wspomina też Newport, choć nie używa tego terminu. Jeden z jego rozmówców przytacza regułę: „zawodowo robię to, za co ludzie zechcą zapłacić”.

Mnie ta metoda pomogła. Jest prosta, a tabelkę można ułożyć w kwadrans.

Jeśli ten sposób z liczeniem kapitału kariery przyda się także Tobie – to będzie super! I kolejny argument – że warto czytać.


Aby być na bieżąco z moimi wpisami – zapraszam do newslettera.