You are currently viewing Podwyżki dla polityków – „czy im się należy”?

Podwyżki dla polityków – „czy im się należy”?

Podwyżki dla polityków rozpaliły debatę „czy im się należy”? Osobiście dwóm grupom przyznałbym nawet więcej – ale na zupełnie innych zasadach: przez rynkowy dodatek dla wybranych.

(Aktualizacja 31 lipca 2021. Poniżej w tekst z sierpnia 2020, w którym nie zmieniam nawet przecinka.)

Projekt podwyżek dla polityków rozbłysnął i zgasł jak meteor. Wielka szkoda. Bo osobiście dwóm grupom przyznałbym dodatek nawet w recesji.

Przy okazji padały argumenty o antykorupcyjnym charakterze podwyżek. Nietrafne. Prawda jest bowiem o wiele bardziej skomplikowana.

Gdy zarobki są niskie

Teoria trójkąta nadużyć Cresseya wskazuje, że aby doszło do nadużycia niezbędne są trzy czynniki: presja, okazja i racjonalizacja. Presja ma najczęściej charakter finansowy – pracownik ulega pokusie, bo potrzebuje pieniędzy. Presja może być zawiniona (bo np. ktoś jest hazardzistą lub żyje ponad stan), ale może być także niezawiniona, spowodowana jakimś przypadkiem losowym lub niemożnością znalezienia lepiej płatnej pracy.   

Teoria ta jest użyteczna także do oceny ryzyka korupcji. Jeżeli pracownik zarabia bardzo mało, na granicy minimum socjalnego, tak że nie jest w stanie związać końca z końcem – jest poddany silnej presji finansowej. Jednocześnie słabo płatna praca nie jest czymś, co się specjalnie ceni, ani czymś, czego utraty się boimy.

Dlatego bardzo niskie wynagrodzenia osób pracujących w sektorze publicznym, takie które nie pozwalają na utrzymanie się, są uważane za czynnik silnie korupcjogenny. Ba, niektóre rządy po cichu wręcz systemowo akceptują taką sytuację. Płacą mało, czasami jeszcze z opóźnieniem, bo wiedzą, że policjanci, lekarze, celnicy czy urzędnicy dorobią sobie na boku łapówkami. Trzeba zorganizować urodziny żony? Policjant wychodzi na ulicę i nakłada kilka „prywatnych” mandatów.

Zdjęcia w artykule: pixabay.com

Czy pensje polskich polityków można uznać za balansujące na granicy minimum socjalnego? Na pewno nie. Choć ich zarobki są niższe, niż w sektorze prywatnym (jak zresztą wszędzie), to znacząco przewyższają nie tylko minimum socjalne, ale i średnie wynagrodzenia w Polsce. Politycy nie są więc poddawani niezawinionej presji finansowej wymuszającej przyjmowanie łapówek.

Osobiście bardziej bym zwrócił uwagę na zarobki terenowej administracji rządowej. Urzędnicy jednego z urzędów wojewódzkich opowiadali mi, że występują u nich liczne przypadki pracowników zarabiających płacę minimalną! Powód? Rosła ona ostatnio szybciej niż zamrożone przez lata pensje urzędnicze. I taki stan jest rzeczywistym zagrożeniem korupcyjnym.

Jeżeli dodamy do tego drugi fakt, a mianowicie, że lepsze warunki płacowe oferują markety – to nie dziwmy się wakatom w administracji. A potem przychodzi koronawirus i nagle na tej słabo wynagradzanej administracji terenowej opiera się walka z pandemią. Naprawdę wielki podziw dla wszystkich pracowników wojewódzkich i powiatowych stacji sanitarno-epidemiologicznych.

A co gdy są wysokie?

Często słyszy się opinie, że wysokie zarobki zabezpieczają przed korupcją. To (niestety) nie jest do końca prawdą.

Faktem jest, że osoba dobrze zarabiająca nie jest poddana niezawinionej presji finansowej. Pracę dobrze płatną bardziej się szanuje. Unika się wchodzenia w podejrzane relacje, które mogłyby spowodować jej utratę. Osoba dobrze zarabiająca nie skusi się zazwyczaj na drobne łapówki, które mogłyby spowodować utratę znacznie większych legalnych dochodów. (Choć i tu zdarzają się patologiczne wyjątki: osoby nastawione na korzystanie ze wszelkich „okazji” skuszą się, aby sfałszować rozliczenie podróży służbowej albo nielegalnie skorzystać z Tax Free).

Z drugiej strony, jeżeli mamy do czynienia z osobą decyzyjną, to wartości proponowanych łapówek mogą wielokrotnie przewyższać nawet najlepsze pensje. Przykładowo, dyrektor Centrum Projektów Informatycznych MSWiA, skazany w infoaferze, przyjął korzyści o wartości ok. 630 000 dolarów.

Ponadto, jeżeli wynagrodzenia stają się bardzo atrakcyjne, to włącza się dodatkowy czynnik korupcjogenny, związany z powołaniem na dobrze płatne stanowisko. Czasami ma on formę przekupstwa, na przykład polegającego na „odpalaniu” części pensji. Częściej dochodzi do handlu wpływami i klientelizmu.

Podsumowując możemy stwierdzić:

– niskie wynagrodzenia są czynnikiem korupcjogennym,

– wysokie wynagrodzenia same w sobie przed korupcją nie zabezpieczają.

Podwyższenie zarobków polityków z poziomu niezłego do dobrego nie miałoby więc istotnego wpływu na poziom ryzyk korupcyjnych.

Podwyżki na trudny czas

Na temat poziomu wynagrodzeń polityków warto jednak spojrzeć jeszcze z punktu widzenia sprawnego państwa. Jest bowiem dość oczywiste, że aby mieć sprawne państwo, trzeba mieć kompetentnych urzędników i polityków. A tu poziom wynagrodzenia, jaki możemy zaoferować, ma kluczowe znaczenie dla tego ilu i jakich kandydatów będziemy mieć do wyboru.

W tym momencie część czytelników może stwierdzić, że to naiwne podejście. „Wiadomo bowiem”, że przy selekcji na stanowiska polityczne decydują polityczne koneksje, a nie kompetencje. Że tak było, jest i będzie. Kiedyś mówiło się „dobry fachowiec, ale bezpartyjny”.

Oczywiście, że przy politycznych mianowaniach polityka jest ważna. Ale tzw. „krótka ławka” kadrowa, z którą problem mają wszystkie partie, związana jest też z poziomem wynagrodzeń, które można zaoferować. Kandydatów na europosłów zawsze mamy nadmiar. A kandydatów na wiceministrów najbardziej brakuje. Konkretnie takich, którzy oprócz ogólnego popierania politycznej linii rządzącej koalicji mają także kompetencje. Brakuje zwłaszcza w tych obszarach, w których wynagrodzenia na rynku są kilkukrotnie wyższe, niż w administracji. A praca wiceministra to jak zarządzanie poważną firmą w czasie ponadnormatywnym.  

Wielu fachowców zdaje sobie sprawę, że „na państwowym” zarabia się mniej. Są tacy, którzy „dla ojczyzny” i dla zrealizowania swoich pomysłów na państwo są w stanie zaakceptować na kilka lat niższe wynagrodzenia. Ale czasami ich po prostu na to nie stać. Jak ktoś opisał swoją rozmowę z kandydatem na wiceministra: „mogę popracować przez 4 lata za 1/3 tego, co zarabiam obecnie, ale nie stać mnie, aby zarabiać tylko 1/7”. A sam znam przypadek, gdy awans z dyrektora departamentu na wiceministra …oznaczał degradację finansową.  

Weszliśmy w okres recesji. Rozkręca się pandemia. Szykuje się rekonstrukcja rządu: nowa obsada stanowisk ministerialnych i wiceministerialnych. Na ten trudny czas przydałoby się pozyskać do rządu więcej fachowców z rynku. W interesie nas wszystkich – obywateli i podatników.

I szkoda, że podwyżki dla tej grupy zostały włączone do projektu podwyżek dla innych grup polityków. Do podwyżek, które zdecydowanie powinny poczekać na lepsze czasy. I utopione z całym projektem.

Bo, moim skromnym zdaniem, te akurat podwyżki są uzasadnione tym, że idą trudne czasy.  

Rozwiązanie – dodatek rynkowy

Jeden z moich szefów miał na drzwiach gabinetu tabliczkę: „Nie przynoś mi problemów, przynoś rozwiązania”.

Rozwiązaniem, które pozwoli zatrudnić w administracji niezbędnych fachowców, a przy tym nie rozkręci miękkiej kadrowej korupcji, jest dodatek rynkowy.

Idea jest prosta. „Jesteś fachowcem i zarabiasz doskonale na rynku. My potrzebujemy ciebie w rządzie (lub samorządzie). Ty wiesz, że w administracji zarabia się mniej, niż w sektorze prywatnym. I godzisz się na to w rozsądnym zakresie. My wiemy, że różnica między twoimi aktualnymi i oferowanymi dochodami nie może być dramatyczna, bo się po prostu nie zgodzisz. Dlatego do standardowej pensji wynikającej z tabel i mnożników możemy zaoferować ci dodatkowo dodatek rynkowy, rekompensujący częściowo utracone dochody.”

Przykładowo. „Obecnie w korporacji lub w wolnym zawodzie zarabiasz 30 000 zł miesięcznie brutto. Standardowo, jako wiceminister, otrzymałbyś 12 000 zł. Możemy ci do tego zaoferować dodatek rynkowy 9 000 zł, odpowiadający połowie utraconych dochodów. Wchodzisz na pokład?”

Podwyżki, politycy, korupcja, sprawne państwo

Aby dodatek spełniał efektywnie swoją rolę, a jednocześnie nie był polem do nadużyć, należałoby przyjąć kilka zasad:

  • Dodatek dotyczy dochodów utraconych w związku z objęciem posady publicznej, przykładowo z dotychczasowej pracy, działalności prowadzonej osobiście lub działalności gospodarczej, z których kandydat będzie musiał zrezygnować. Nie dotyczy więc dochodów, które kandydat będzie mógł dalej osiągać, np. z tytułu wykładów akademickich lub wynajmu mieszkania.
  • Dodatek ma pomóc ściągać fachowców o zweryfikowanej pozycji rynkowej, a więc nie uwzględniamy dochodów osiąganych z pracy w sektorze finansów publicznych ani w spółkach z udziałem skarbu państwa lub samorządu (nawet mniejszościowym).
  • Wysokość utraconego dochodu rynkowego wyliczamy na podstawie średniej z ostatnich 3 lat.
  • Ograniczamy wysokość dodatku procentowo (np. do połowy wysokości utraconych dochodów) i kwotowo (np. do 10 000 zł).
  • Dodatek można przyznać ministrom i wiceministrom (także w kancelarii prezydenta) oraz wiceprezydentom miast. Nie obejmowałby żadnych stanowisk pochodzących z wyboru.

Podobny dodatek wprowadziłbym także do systemu wynagrodzeń w służbie cywilnej. Pozyskanie dobrego informatyka lub menedżera projektów przy obowiązujących stawkach graniczy z cudem.

Na koniec dobra informacja: rozwiązanie takie można wprowadzić szybką specustawą. Ścieżka jest już przetarta. Środki budżetowe zostały zabezpieczone.   

A Naród to zrozumie.


PS.

Zapraszam Cię do prenumeraty mojego newslettera. Wkrótce ruszam z cyklem postów o sygnalistach. Z przyjemnością odpowiadam na pytania subskrybentów. A ponadto, artykuły z mojego bloga otrzymasz na skrzynkę e-mailową jeszcze przed ich opublikowaniem!

Zapraszam Cię także do sekcji:

Moje poradniki (wiele bezpłatnych).

Szkolenia, na których słuchacze się nie nudzą.